Skip links

Łosie u Rysia

Ostatni projekt wnętrz, nad którym pracowałam, był nadzwyczaj czasochłonny i trudny, a to dlatego, że trafił mi się niezwykle wymagający klient – ja sama. I mówię serio: całe szczęście, że jestem architektem, bo gdyby nie to, to jakiś inny architekt płakałby przez ostatnie miesiące po nocach. Co prawda, jeszcze nie wszystko jest gotowe, ale jedno pomieszczenie jest całkiem zadowalające, jeśli chodzi o stan zaawansowania prac i chętnie podzielę się efektami.

Pokój, o którym mówię, zamieszkuje mój syn, Maurycy, nazywany przez większość Rysiem. Pokoik nie jest typowy, nie uświadczy się w nim pastelowych barw, szarości przełamanej błękitem i… nowych mebli. Można powiedzieć, że ta część mieszkania została wykończona ekonomicznie, ale zdecydowanie wymagała ode mnie i męża najwięcej pracy. Ot prezent od serca, własnoręcznie robiony – za kilka lat takie laurki w mniejszej skali będę sama dostawać od Rysia (nie mogę się doczekać!).

Z racji tego, że syn nie potrafi jeszcze przekazać jaka stylistyka mu się podoba, był skazany na mój gust i motywy zwierzęco-indiańskie oraz żywą kolorystykę, podyktowaną przewiezionym ze starego mieszkania dywanem. Stąd w pokoju królują czerwienie, żółcie, niebieskie wstawki. Sama dodałam do tego zieleń Herbarium Beckersa.

Łóżeczko

Łóżeczko to przerobiony mebel IKEA. Model SNIGLAR podwyższyliśmy dokupionymi na Allegro nóżkami. Wydawało nam się trochę za niskie, a chciałam mieć mebel, który będzie tani i możliwy do przemalowania.

Komoda

Komoda na zabawki TROFAST również została przemalowana na ten sam kolor co łóżeczko. Jedyny problem jaki się przy tym pojawił to to, że to nie była całkowita surówka… TROFASTy są niestety polakierowane, a że czas naglił i sił już brakło (końcówka przed przeprowadzką), to lakier nie został zdarty. Mimo wszystko, wyszło OK… (Mówiłam, trudny ze mnie klient.)

Szafa

Ten mebel bardzo lubię. Szafę wyhaczyłam na Allegro. Była stara, po kornikach, brakowało w niej półek. Mąż był nią trochę przerażony, jak przyszło mu ją składać – bo taka stara rozłożona szafa nie posiada sympatycznej instrukcji. Ale ja w drodze wyjątku – nie traciłam wiary. Szafę pomalowałam na ten sam kolor, co ściany (Herbarium, Beckers), a następnie zabezpieczyłam lakierem. Środek pomalowałam lakierobejcą w kolorze mięty, ale tylko częściowo. Plecy i boki wypełniłam resztą tapety, której użyłam w WC (tak, mam bardzo kwiecistą ubikację). Tapetą wykończyłam też docięte na odpowiednią długość półeczki. Ubrania młodego powkładałam do pudełek. Trochę obawiałam się, jak będzie się z takiego rozwiązania korzystać, tym bardziej, że szafa jest na klucz i ciężko z tego klucza zrezygnować – otwiera się na oścież, bez przekręcenia. Na szczęście okazało się, że jest to całkiem wygodne i nie muszę martwić się, że Ryś powyrzuca wszystko z szafy.

Dekoracje

  • Girlandę z pomponów wykonałam samodzielnie. Użyłam do tego kilku kolorowych włóczek akrylowych i urządzenia do pomponów. Jeśli ktoś miałby się jeszcze porwać na długą girlandę – polecam się w takie plastikowe kółeczka zaopatrzyć.
  • Zasłony (ikeowskie) wykończyłam chwostami, które wykonałam z tego samego typu włóczki co pompony.  
  • Firankę wydziergała moja mama 😉 Aniołka na parapecie też ulepiła.

Mural

Łosie zostawiłam na koniec, bo ten smaczek dostarczył mi najwięcej pracy. Optymistycznie założyłam, że narysowanie ich zajmie mi kilka godzin… Zajęło tydzień. Dużo wcześniej zaprojektowałam ilustrację, którą planowałam wyświetlić za pomocą projektora na ścianie i odrysować. Niestety – sprawdziłam dwa różne projektory i żaden nie miał wystarczająco szerokiego kąta. Pozostało mi tylko wydrukować obrysy w skali 1:1. Wzięłam najbardziej przebijający flamaster, jaki posiadałam i wykropkowałam podrys. Potem łączenie kropek i wypełnianie. Do malowania użyłam testerów farb. Przy okazji wiem, że Bondex nakłada się fatalnie, Beckers prawie równie źle, o Duluxie nie warto nawet wspominać. Dekoral ujdzie, a najlepiej malowało mi się testerami marki Good Home Castoramy. Zaznaczam jednak, że inaczej się maluje na dużych powierzchniach, a inaczej na małych.

Pokój Rysia póki co zostawiam w spokoju. Syn na szczęście nie potrafi jeszcze udzielać konstruktywnej krytyki, więc mogę odetchnąć, ale tak naprawdę spędza w pokoju dużo czasu i radośnie się w nim bawi. Jego uśmiech to w tym przypadku najlepsze wynagrodzenie za pracę.

Leave a comment